Tajemna moc szparaga

Tajemna moc szparaga

Miód, niebo w gębie rarytas – szparag,
Niewiele osób jednak to wie.
Więc czas skorzystać ze szkoleń, narad,
Bo warto wiedzieć też o tym, że:

Metaboliczna waga szparaga,
W niejednej kuchni znana od lat.
Sekret szparaga poznać wypada.
Przysmak królewski zna cały świat.
Tym, co nie wiedzą nic o szparagach
Walorów, zalet nie ma co kryć.
Mit o szparagach, jak prawda naga,
Szparag pozwala nam zdrowo żyć.

Wielka tajemna moc tkwi w szparagach
To na potencjał swoisty test.
Sąsiad zza Odry za nim przepada,
Więc przed ratuszem dziś w Lesznie jest.

Ref. Metaboliczna waga szparaga…

Festyn, parada – święto szparaga,
Więc nie wypada głupstw żadnych pleść.
Zapach szparaga apetyt wzmaga,
Więc czas do stołu, by dobrze zjeść.

Ref. Metaboliczna waga szparaga…

Szparag ma w sobie wiele walorów,
Czas wziąć do serca zdrowotną wieść.
Dodaje mocy, siły wigoru,
Stąd ta pieśń – pean na jego cześć.

Ref. Metaboliczna waga szparaga…

W rozmowie z kumplem wynikła swada
Po paru piwkach hamulców brak.
Ja o potencji chciałem pogadać,
A on szparagów zachwalał smak.

Chwalebny pean

Chwalebny pean

Malować nie umiem,
Nie będę Fałatem,
Lecz pean spłodziłem,
By chwalić Renatę.

Posłuchaj, co powiem,
Koleżanko Reniu:
Dzięki Tobie tryb nasz
Życia się odmienił.

Bo gdy człowiek jest raz
Sługą, raz szlachcicem,
Śni o tym po nocach,
By tak przeżyć życie.

My to doświadczamy,
Państwo o tym marzą,
Przez to teatr wszyscy
Z nas – sympatią darzą.

Więc przed reżyserem,
Twórcą sztuki nowej
Wszyscy tu zebrani
Pochylamy głowę.

Kłaniając się nisko,
Z zachwytu cmokamy
Intelektualny
Walor doceniamy.

Ten, kto zna dość dobrze
Renatę Śmiertelną,
Wie, że zawsze będzie
W idei niezmienną.

Więc jako kobietę,
Za to ją doceniam,
Że jest obiektywna
W swoich spostrzeżeniach.

Pisze to, co czuje,
Mądrze, trafnie, celnie,
Niech jej sztuki – dzieła
Będą nieśmiertelne!

Do trzech razy sztuka

Do trzech razy sztuka

Szczęściu się wychodzi,
Naprzeciw – lub szuka.
Wedle powiedzenia
„Do trzech razy sztuka”.

Patrząc z perspektywy,
Przeżyć i doświadczeń,
Potwierdzam tą mądrość
Maksymy w teatrze.

I choć z nazwy jest nasz,
Teatr Tymczasowy,
To, co rok przedstawia
Spektakl premierowy.

Wiem stąd, bo zagrałem
Dwie różne kreacje
I mile wspominam
Oklaski – owacje.

W życiu swym na scenie
Setki razy grałem,
Gromkich jak w teatrze
Braw nigdy nie miałem.

Publiczność festynów
Klimatu nie czuje.
Zaś w teatrze rolą
Widz się delektuje.
Ten szczególny związek
Akcji z odczuciami
Stąd, że widz z aktorem,
Są koneserami.

Znawcy więc chałturą
Aktor nie oszuka,
A teatr – wiadomo,
To prawdziwa sztuka.

W tym teatrze mamy
Do popisu pole
Przez to, że Renata
Pod nas pisze role.

Ten jej fantastyczny
Horyzont myślowy
Sprawia, że co rusz ma
W głowie pomysł nowy.

I zanim z afisza
„Fiestę” – graną zdejmą,
Zaanonsowała
Premierę kolejną.

Jest szansa na rolę
W mym przypadku czwartą.
Zagram w tym zespole
Dla tych widzów – WARTO!

Biografia

Z teki Andrzeja Bobkiewicza…..

Biografia artysty w Przeglądzie Nowotomyskim – Kwartalniku Spoleczno – Kulturalnym Nr 2 2007 wydawanym pod patronatem Nowotomyskiego Towarzystwa Kulturalnego, zamieszczona w związku z prezentacją fragmentu twórczości Andrzeja Bobkiewicza , na który składają się m. in. wiersze – monologi, teksty pisane gwarą poznańską. 30 września 1947 roku z impetem pojawił się na świecie Andrzej, Edmund, Szczepan Bobkiewicz. Wrzaskliwie zaznaczył swoją obecność pierworodnego nosiciela tradycji rodzinnych i dziedzica nazwiska ( ojciecspołecznik – prezesował chórowi, był śpiewakiem, mówcą, wodzirejem.) Pierwsze przejawy jego talentu dostrzeżono już w przedszkolu. Za protest – song; „ Od zupy z korbola brzucho mnie boli, a szparagi jak glisty białe niech se zje pani.” Nie było żadnych braw, żadnego aplauzu – malucha postawiono do kąta. Z równie nieżyczliwym przyjęciem spotkały się juwenalia przyszłego satyryka…’ Teobald, ty się odwal!” Rym się wręcz napraszał, płot zapraszał. Pan Teobald Fliegner, kierownik Szkoły Podstawowej w Bukowcu, potraktował napis emocjonalnie. Honorarium młody geniusz dostał podwójne: uczciwa rżniętka od rzeczonego Teobalda i szlaban na wyjścia od ojca. Poznano się na nim dopiero w Liceum Pedagogicznym w Sulechowie. Szkolna rewia, kabaret była jego estradowym debiutem. Umiejętność wciągania publiki do wspólnej zabawy wymyślanie gagów, było jakże, niezwykle przydatne podczas zajęć na obozach sportowych realizowanych w ramach studiów na Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu. Umiejętności wrodzone i doskonalone podczas nauki ukształtowały o koledze Andrzeju opinię, że on temu zadaniu podoła. Czasy były, jakie były – wszystkie akademie, peany, hymny – ku czci – i od czci (osądzony za grepsy i numery) „załatwiał” nasz artysta. Szkoła wiejska oprócz realizacji zadań dydaktyczno – wychowawczych spełnia bardzo ważną rolę w życiu społeczno – kulturalnym. Absolwenci LP byli do tej roli profesjonalnie przygotowani, co predysponowało ich do
organizacji imprez środowiskowych z okazji ważnych rocznic, czy świąt państwowych. Taka postawa zjednywała nauczycielowi pracującemu na wsi nie tylko uznanie środowiska, ale poszerzała też krąg znajomych z tzw. „branży artystycznej.” Tak było w przypadku bohatera biografii. Na jednej z imprez poznał Bogdana Górnego, który myślał o założeniu zespołu kultywującego tradycje folkloru miejskiego. Rok 1980 otwiera nową kartę w karierze Andrzeja – staje się nieocenioną, nieodzowną i nieokiełznaną osobowością w Kapeli „Zza winkla”. Był potrzebny ktoś do gadania – skromnie zaznacza Bogdan Górny. I tak już Andrzej gada i śpiewa w kapeli 35 lat. I niechże gada, śpiewa, pisze jeszcze 100lat ku uciesze wdzięcznej publiczności, którą bawi także jako aktor – działającej w Nowotomyskim Ośrodku Kultury Amatorskiej Grupy Teatralnej.

II wersja biografii publikowanej w Leksykonie „Who is Who”

Bobkiewicz Andrzej Edmund mgr wychowania fizycznego. Z. emerytowany nauczyciel, autor tekstów, muzyk. W.1966 matura w Liceum Pedagogicznym w Sulechowie: 1971 nauczyciel nauczania
początkowego, SN Poznań. 1978 dyplom mgra wychowania fizycznego AWF Poznań. K. 1966 – 77 Szkoła Podstawowa Cicha Góra ( pow. Nowy Tomyśl), nauczyciel, 1977 – 81 Szkoła Podstawowa w Bukowcu, nauczyciel, 1981 – 2001 Szkoła Podstawowa w Borui Kościelnej,
nauczyciel wychowania fizycznego, 2001 – 2002 Szkoła Podstawowa w Jastrzębsku Starym, nauczyciel wychowania fizycznego, 2003 – 2008 Zespół Szkół Zawodowych i Licealnych im. dra Kazimierza Hołogi,
nauczyciel wychowania fizycznego. Od 2000 roku emerytura. SO: jako trener szkolnej drużyny piłki ręcznej z Cichej Góry zdobył (1972) brązowy medal III .m. w woj. Wielkopolskim, był z druzyną
dwukrotnie uczestnikiem finału wojewódzkiego, prowadził sekcję piłki ręcznej przy KS „Polonia Nowy Tomyśl juniorek w latach (1971 – 75), zaprojektował urządzenia terenowe „ścieżki zdrowia” przy S.P. w
Bukowcu. Siatkarska drużyna dziewcząt ze S.P. w Borui Kościelnej jako jedyny zespól wiejski występował w rozgrywkach Ligi Wojewódzkiej. Od 1969 roku grywając chałturniczo, znając tajnikimuzykowania od 1980 roku uznawany jest za współtwórcę Kapeli „Zza Winkla”

Sen o senatorze

Sen o senatorze

(Na mel.: „A ja nie chcę czekolady”)

Wszyscy mnie biorą za dziwaka,
A ja wiem swoje – „morda w dziób”!
Bo sytuacja jest dziś taka,
Choć się nie zgadzasz – swoje rób!
I choć mam swoje za uszami,
Oprócz wad, też zalety mam:
Więc głośno mówiąc między nami,
To o czym marzę, powiem Wam!

Chciałbym zostać senatorem,
Umiem nieraz palnąć coś!
Diety miałbym pełen worek,
Zacząłbym żyć tak jak gość!
Gdy zostanę senatorem,
Co mi tam opinia mas!
Będę panem, nie robolem,
Więc kapitał zbijać czas!

Choć mam życiowe doświadczenie,
Nie będę skakał poprzez próg!
Odwaga nie jest dzisiaj w cenie,
Inaczej myślisz – jesteś wróg!
Ja do etosu się dostroję,
Wiem kiedy unieść palce dwa.
Codziennie wznoszę modły swoje
I robię swoje – szafa gra!

Dziś każdy orze, tak jak może,
Kto ma pieniądze – władzę ma!
By wzbić się w górę, tak jak orzeł,
Próbuję odbić się od dna!
Kiedy już władzę w rękach skupię,
Wielu mi odda hołd i cześć,
Za pieniądz grzechy swe odkupię,
A resztę będę, to miał… – gdzieś!

Śpiewać każdy może

Śpiewać każdy może

(Na mel.: „A ja nie chcę czekolady”)

Po śpiewach, tańcach grup folkloru,
Teraz na sekstet nadszedł czas!
Oceńcie nas, a w dniu wyborów,
Dajcie nam szansę jeszcze raz.
Nie każda praca dziś popłaca,
Choć wszystkim ciężko, nam się chce.
Wdzięczności dług należy spłacać:
My wiemy komu, jak i gdzie!

Każdy ma swoje marzenie,
Wolno marzyć – wolno śnić.
Żeby zdobyć doświadczenie,
Trzeba żyć – wśród ludzi być!
Być wśród ludzi – robić wszystko,
To nadrzędny w pracy cel!
Piastujemy stanowisko,
Wedle zasad – „rządź i dziel”!

My nie śpiewamy jak „Ich Troje”,
Choć taki zespół nam się śni.
Robimy coś – bo wiemy swoje,
W chórze donośniej głos nasz brzmi.
Możemy jak orkiestra „Golec”,
W ściernisko zmienić żyta łan!
Dajcie nam pole – dobrą wolę,
Skomponujemy „business-plan”.

Zwody – wedle wody

Zwody – wedle wody

Co dzień do wodociągów
Dojeżdża szef z Grodziska,
Bo pasją jego życia
Jest praca sercu bliska.

Ta pasja, to nadzieja,
Że oto się otwiera
Nowa życiowa szansa
Na stołku menadżera

Człowieka, menadżera
Powinno się hołubić,
Bo robi coś takiego
Co mało kto to lubi

Ten, który nic nie lubi,
Nie umie, nie potrafi
To wścieka się i miota,
Że może go szlag trafić.

W łańcuchu zależności
Człowiek ogniwem małym.
Trafi kosa na kamień,
Szuka więc dziury w całym.

Pan wie zaś doskonale
Jak jest w rzeczywistości,
Wymądrzać się potrafią
Z reguły ludzie prości.

Ci mądrzy, nieomylni,
Poddani deformacji,
Bezkarni za plecami
Kolesiów z orientacji

Więc zamiast brać nervosan,
Na takich – gwiżdż pan z rana:
„Ramona”, „Kiedy ranne”,
Albo „Asta maniana”

To sposób, by przetrzymać
Naloty i podchody.
I wdrażać swą koncepcję,
Jak czerpać zyski z wody

Kto umie w mig ocenić,
To, co się dzieję wokół,
Ten pomysł wnet w czyn wdraża
Świadomie krok po kroku.

Wśród wielu form działania,
Przemyśleń – propozycji,
Powstała – SUW – zachodni,
Styl nowej inwestycji

Tu wedle technologii,
Pomysłu Calligana,
Powstało coś. To stacja
Do wody uzdatniania

Cieszmy się z inwestycji
Nowo uruchomionej,
Choć z winy jednej firmy,
Termin był zagrożony

Dobrze, że to, co miało
Szczęśliwie się skończyło,
Lecz przez te przeciwności
Zdrowia i sił ubyło

Niech zdrowa woda doda
Nam zdrowia i ochłody,
Od dziś – za wodociągi
Pijmy – po szklance wody.

Żeby kózka nie skakała

Żeby kózka nie skakała

„Żeby kózka nie skakała, to by nóżki nie złamała”.
Cytując mądre przysłowie, coś na temat ten Wam powiem:
Chciało się raz bratu Zosi do sadu przez płot przeskoczyć,
Bo na okazałych drzewach, owoc zaczął już dojrzewać.
Józek miał już plan gotowy, chociaż głową do połowy
Sięgał płotu. Znalazł sposób. Skrzyknął głośno parę osób
I rzekł do nich – Moi mili, chcę żebyście posadzili
Mnie na płotu tego szczycie. Sprawność moją zobaczycie.
Dalej sobie już poradzę, skoczę – susem rów przesadzę.
Dla mnie to jest „małe piwko”, Biegam jak sarenka – szybko,
Bo ja jestem małym zuchem. Jabłek prędko za pazuchę
Ile wlezie – zapakuję. Was też nimi poczęstuję!
Tak kolegom plan wykładał, sprężył się, do skoku składał –
Kiedy płot się w mig zawalił. Zamiar na panewce spalił.
Cała sprawa się wydała, zbiegła się wnet wioska cała.
Nim znaleźli Józka w rowie, przyjechało pogotowie.
Zanim chłopca przebadali, dwa zastrzyki w pupę dali.
Lekarz orzekł – Zdrów i cały, z tydzień będzie obolały.
Lecz czy będzie nadal fikał? Rzekł ktoś – Będzie, bo ma bzika.
Myśli, że jest sarną, kotem, na psotę ma wciąż ochotę!
Wiele było przy tym śmiychów, bo choć zuch, bał się zastrzyków.
Trzeba jednak skarcić Józka, bo wciąż myśli – jak ta kózka,
Która mamy nie słuchała – skoczyła źle i cierpiała.
Przeżył Józek chwile trudne i w dodatku – złamał siódme
Z dekalogu przykazanie. Ze wstydu obiecał mamie,
Że jak czegoś już zapragnie, to poprosi – nie ukradnie!
Odtąd, by nie mieć kłopotów spogląda na sad zza płotu.
Dobry już jest chłopak z Józka, nie chce cierpieć – tak jak kózka.
Czas więc na podsumowanie i pointy zapamiętanie:
„Żeby kózka nie skakała, to by nóżki nie złamała!”
Styczeń 2002r.

Zawiłości w spółdzielczości

Zawiłości w spółdzielczości

Co by nie mówić o spółdzielczości,
To inkubator przedsiębiorczości.
Miernik zdolności – pracowitości,
Wzór solidności i zaradności.

Model poznańskiej gospodarności,
Typ solidarnej współzależności.
Puls pobudzania cech aktywności,
I integracja grup społeczności.

To wyzwalanie spontaniczności,
I preferencja pomysłowości.
Rywalizacja w ramach jedności,
Szansą wdrażania zasad równości.

Trudno zrozumieć, te zawiłości
Swojskiej enklawy integralności.
Ten efekt działań na rzecz spójności
To jest fundament – wspólnej przyszłości.

Ktoś – kto się nie zna na spółdzielczości,
Styl działań uzna za ruch śmieszności.
Dla członków zaś ta forma własności,
Ideą wiary – znakiem ufności.

Liberał powie: relikt przeszłości,
Dla malwersanta – moc sposobności
Do przywłaszczenia cudzej własności.
Fałsz, hipokryzja – szczyt bezczelności!

Czy są profity z przynależności?
W imię pojętej solidarności,
Statut zapewnia stan stabilności,
Z gwarancją bytu aż do starości.

Stuletnie dzieje – mit w spółdzielczości,
W czasie niewoli – bezpaństwowości.
To oręż w walce – bastion polskości,
Poszukujący dróg do wolności!

Na koniec krótko, dla przejrzystości:
Sto lat istnienia form spółdzielczości,
To krok milowy w rozwój przyszłości
Lokalnych, wiejskich grup społeczności.

To zachowanie dla potomności
Filozoficznej, chłopskiej mądrości.
Morał: Ten cały wiek działalności –
Jedna z tajemnic – długowieczności!

Sfrustrowany – lustrowany

Sfrustrowany – lustrowany

Kiedy szkoły ukończyłem
I w dorosłych świat wkroczyłem,
To jak dziecko się cieszyłem
– bo wierzyłem
Że jak już podejmę pracę,
To przez pracę się wzbogacę
– tak wierzyłem i marzyłem
Znajdę chatę – wezmę żonę
Wszystko będzie ułożone
– w co wierzyłem
Cel był jasny, tylko jeden:
Rajskie życie – ziemski Eden
– w to wierzyłem
Pracowałem jak umiałem,
Wiedzę w czyny przekuwałem.
– i wierzyłem
Tylko praca – uszlachetnia i wzbogaca!
Wierny wierze harowałem,
Stare raty wciąż spłacałem,
W długi nowe znów wpadałem,
– lecz wierzyłem
W to co mówił – facet z „jeżem”
Ten – no wiecie – „Pomożecie?!”
– pomagając wciąż wierzyłem
Że choć dzisiaj biedę klepię
Jutro będzie znacznie lepiej.
– taka była moja wiara
Do przełomu tego roku
Pamiętnego przez płot skoku
Któż w to wierzył, że się uda?
Lecz się znalazł taki cudak,
Który gdy stanął na ziemi,
Rzekł że „wszystko stare zmieni!”
Osłupiałem, wprost zdębiałem –
Od niego się dowiedziałem,
Że socjalizm utrwalałem?
– nie do wiary
Nie wierzyłem własnym uszom,
Że ja przeszłość – mam komuszą!
Fakt, że jestem jednym z wielu
Wykształconym w PE-ER-ELU.
Choć mam wiedzę – jestem głupi,
Winy swe muszę odkupić.
Dotąd żywot mój był marny,
Celem zaś: byt materialny.
Teraz sprawą honorową,
By oczyścić się duchowo.
– niedowiarkom – nie do wiary!
By żyć godnie w demokracji,
Sam poddałem się lustracji:
Lustro duże ustawiłem,
Wszystkie ciuchy w kąt wrzuciłem
I stanąłem pełen trwogi –
Drżały ręce, drżały nogi.
Co spojrzałem – to wiotczałem,
Sam siebie nie poznawałem.
Gdzie ten młody facet z klasą,

– 2 –

Gdzie sylwetka smukła, fason?
Własnym oczom nie wierzyłem:
Kiedy ja się tak zmieniłem?
Z tyłu norma – za to z przodu –
Skąd ten brzuch – chyba nie z głodu?!
Czy meandry demokracji
Przyczyną mej deformacji?
Gdy tak o tym rozmyślałem,
Wtem głos baby usłyszałem:
– Ladaczniku, zbereźniku,
Rozpustniku i grzeszniku,
Świnia jesteś – powiedziała
W moim domu!
W moim domu – tak jak w sejmie,
Baba mówi tym językiem!
– Jestem świnią? – mam garnitur!
Mogę zostać – POLITYKIEM!!!