Fify wylyngi – męki parzyngi!

Fify wylyngi – męki parzyngi!

Eda wielgachny łyngol – zynder i łazynga.
Biniu zaś, wedle mustra – mrzygłód był parzynga.
Obaj, jak Paweł z Gawłem – choć bez ścianę spali,
To w kupie do kupy– sztamy nie trzymali.
Kto szpycnął, durch się kapnął, że jeden miał świra,
Drugi zaś guli tego – fest musiał mieć zmiyra.
Eda ginol jak patan – co ciut wyżej mieszkał,
Hycał tak jak ta wsióra – ino, ryn po wyszkach.
Fiksmatynta wyćwirzoł – znaczy robił „jaja”
Jakby się wej zleciała – kejtrów całko zgraja.
Łobski szczun , by se myślał , że hazaja gunium,
A to bez „fiksum – dyrdum” – czy „kuku na muniu”,
Bo Eda mioł coś z gorem – na nasze „fest – szplina”,
A z „ambą” takich trzebno – zakluczonych trzymać!
Biniu raz „wyszedł z siebie” poknaił na górę,
Wymaroł po omacku – te od klucza dziurę,
Fefry mioł, chciał mieć pewność, że Eda zbzikowal,
Kucnął niżej niż klamka – i się zagotował!
Co szpycnął? Podgurdżone – giyry na komodzie
I retenta „durchum – durch” – utonkane w wodzie.
Hejbnął się widząc ryfe – Edy jak się śmieje;
Jak mnie rycht szlag nie trafi – to mnie krew zaleje!
I zapiskał jak „Trusia” – co pod miotłą żyje:
Ty wstydu za grosz nie masz – czynić bachandryje!
Jesteś rojber nicpoty – nośpłat i wylynga!
Czyś się szaleju naćpał ? Czym żeś się ubzdryngał?
Jak się wnet nie uskromnisz – jak wtochne do Ciebie,
To komorne wybulisz – za kwaterę w niebie!
Eda frech się odszczeknął – „Trzym sznupę –Lebiego”
Jak Ja żyję na swoim? Gówno Ci do tego!