Oda do kaloryfera

Oda do kaloryfera

Podjąłem się rzec, bo święcie wierzę
Że ciepła wiele w kaloryferze.
I choć niektórzy z Was zrobią ryfę,
Stwierdzam, że służy nam kaloryfer.
Cofnę się w myślach do wojny czasów,
Kiedy już większość z nas wyszła z lasu.
Bo kraj był wolny, a słonko grzało,
Wolnością wielu się upajało.
I nikt nie myślał w chwili swobody,
Że z końcem lata nadejdą chłody.
Zacznie się wtedy w chatach, w mieszkaniach
Szukać piecyków do ogrzewania.
Bo wciąż poczciwa – ta koza – piecyk,
Rozgrzewał nogi, ogrzewał plecy.
A dla ogrzania całej rodziny
Ludziom służyły z pierza pierzyny –
Choć rozgrzewały dzieci i młodzież,
Dla starych bańki też były w modzie.
Lecz nikt nie patrzył w przyszłość realnie,
Że domek można ogrzać centralnie.
Na pomysł ten wpadł pewien uczony,
Co uciekł z wyra oziębłej żony.
Ona do grzania mu służyć miała,
Ale nic rozgrzać się mu nie dała.
Ciarki go przeszły na myśl swobodną,
Wiedział jak rozgrzać się – śpiąc osobno.
W skutek dedukcji, kombinowania,
Rozwiązał problem chat ogrzewania.
Odtąd na długo – nadeszła era
Kaloryfera – dziś bohatera.
Choć można włożyć to między bajki,
Jak to ubrani w waciak-kufajki,
Dzielni i bitni ryscy żołnierze
Nic nie wiedzieli o kaloryferze.
Bo taki żołnierz wciąż będąc w walce,
Życie swe całe spędzał w ziemiance.
A żołnierz, kiedy krew swą przelewał,
Bimbrem i „urrra”, sam się rozgrzewał.
I modne było wśród ludzi ruskich,
Że rozgrzewały ich też czastuszki.
Gdy kaloryfer spotkał więc Wania,
Myślał, że to coś służy do grania.
Długo mu trzeba było tłumaczyć,
Co kaloryfer dla ludzi znaczy.
Wisi na ścianie, nie pije, nie je,
Bliski nam wszystkim, bo dupy grzeje!
Techno-nowinki niech w życie wciela,
Uznana firma: Jana Gorgiela.