Swojski Zbąszyń – wielkopolski

Swojski Zbąszyń – wielkopolski

Gdybym tak spotkał tego, co Zbąszyń
Od Wielkopolski kiedyś odłączył,
Z głupia frant spytałbym, czy miał katza?
Czy też się z głupim przez ścianę macał?
I czy gość sobie sprawy nie zdawał,
Ze to Pyrlandia, z dziada pradziada?
Przecież w Zbąszyniu – zasadą starą
Pisać po polsku, a gadać gwarą.
Więc tu nie trzeba wiarze tłumaczyć,
Co bana, tytka, czy ryczka znaczy.
Bo tu dzieciary, już te szaranki
Wiedzą, co glubki, czy świętojanki.
A każdy stary wie, że fest boli
Bebech, gdy w żarciu ktoś coś przesoli.
Tu wej, na szkieła wołają – gliniarz.
Tutaj też, jeden chłop z Perzyn – świniarz,
Co swym zapachem bab nie zachwycał
Do jednej z dziewuch chciał się zalecać.
Ćpnęła go, bo on nyrlał dziewczynie,
Że tak ją kocha – jak swoje świnie.
Tutaj jak chłop swe obrabiał pole,
To pyry rosły mu, jak korbole.
Tu zaś, jak dziadek doczeka wnusia,
Zamiast Andrzeja; – kocha Jędrusia.
A jak zapłakał dzieciar? To w laczkach
Rug – cug, kto dyrdał do niego? – Babcia!
Co to się; mizdrzy, kielczy, szplinuje,
Giglo wew pięty! W pępek całuje!
Jak trzeba miauczy, albo zaszczeka,
Co dla szaranka rycht, – fest uciecha..
Jak gzubek muki ma, stroi ryfy,
Ktoś kto ma fiu bździu musi mie3ć knyfy.
Bo, tu jak dziecko, gdzieś się urodzi,
To choć nie chodzi, wie, o co chodzi.
I łyso pewnie komuś, kto nie wie,
Lepiej jest strzec się, czy strzyc w Strzyżewie.
I , ile placka, czy wódki wiele
Trzeba na „Przyprostyńskie Wesele”.
I kto nakazał w tej okolicy,
Sprzątać podwórko i pół ulicy.
Nikt nie nakazał. Tutaj nad Obrą
We krwi już mają ten swojski ordnung.
Przez to mieszkaniec zbąszyńskiej ziemi
Mianem „poznańskiej pyry” się mieni.
I każdy w stanie jest udowodnić,
Że cnót poznańskich ludzie tu godni.
Szczyci się Zbąszyń –herbem z łabędziem,
I, że w Pyrlandii był, jest i będzie.

Gdybym tak spotkał tego, co Zbąszyń
Od Wielkopolski kiedyś odłączył,
Z głupia frant spytałbym, czy miał katza?
Czy też się z głupim przez ścianę macał?
I czy gość sobie sprawy nie zdawał,
Ze to Pyrlandia, z dziada pradziada?
Przecież w Zbąszyniu – zasadą starą
Pisać po polsku, a gadać gwarą.
Więc tu nie trzeba wiarze tłumaczyć,
Co bana, tytka, czy ryczka znaczy.
Bo tu dzieciary, już te szaranki
Wiedzą, co glubki, czy świętojanki.
A każdy stary wie, że fest boli
Bebech, gdy w żarciu ktoś coś przesoli.
Tu wej, na szkieła wołają – gliniarz.
Tutaj też, jeden chłop z Perzyn – świniarz,
Co swym zapachem bab nie zachwycał
Do jednej z dziewuch chciał się zalecać.
Ćpnęła go, bo on nyrlał dziewczynie,
Że tak ją kocha – jak swoje świnie.
Tutaj jak chłop swe obrabiał pole,
To pyry rosły mu, jak korbole.
Tu zaś, jak dziadek doczeka wnusia,
Zamiast Andrzeja; – kocha Jędrusia.
A jak zapłakał dzieciar? To w laczkach
Rug – cug, kto dyrdał do niego? – Babcia!
Co to się; mizdrzy, kielczy, szplinuje,
Giglo wew pięty! W pępek całuje!
Jak trzeba miauczy, albo zaszczeka,
Co dla szaranka rycht, – fest uciecha..
Jak gzubek muki ma, stroi ryfy,
Ktoś kto ma fiu bździu musi mie3ć knyfy.
Bo, tu jak dziecko, gdzieś się urodzi,
To choć nie chodzi, wie, o co chodzi.
I łyso pewnie komuś, kto nie wie,
Lepiej jest strzec się, czy strzyc w Strzyżewie.
I , ile placka, czy wódki wiele
Trzeba na „Przyprostyńskie Wesele”.
I kto nakazał w tej okolicy,
Sprzątać podwórko i pół ulicy.
Nikt nie nakazał. Tutaj nad Obrą
We krwi już mają ten swojski ordnung.
Przez to mieszkaniec zbąszyńskiej ziemi
Mianem „poznańskiej pyry” się mieni.
I każdy w stanie jest udowodnić,
Że cnót poznańskich ludzie tu godni.
Szczyci się Zbąszyń –herbem z łabędziem,
I, że w Pyrlandii był, jest i będzie.

Szansa na sukces

Szansa na sukces

Gdy się poruszy, gdzieś jakiś temat,
To zaraz zmąci głowę dylemat,
Co dziś ważniejsze – kura, czy jajo!
Ludzie nie wiedzą, więc się pytają.
Ponoć nie błądzi, ten, który pyta,
Toteż okazja wręcz wyśmienita
Zapytać głośno wszystkich i wszędzie,
Czy źle już było? Czy gorzej będzie?
Co da konkretnie w przyszłość patrzenie?
Czy skok cen w górę, to przyśpieszenie?
Co będzie ze mną i z resztą ludzi?
Czy warto jeszcze trochę się trudzić,
Żeby słoneczko nam zaświeciło
I czy faktycznie coś się zmieniło?
Czy jest nadzieja? Czy mamy szansę?
Czy luki prawne, to są niuanse,
Które biedakom nie uwłaczają,
A ludziom z „elit” wprost pomagają
Utrzymać stołki? Czy o to chodzi,
Żeby w rządzeniu władzy nie szkodzić?
Czy dziś kowalem swojego losu
Może być tylko człowiek z etosu?
Pytań by można stawiać bez liku,
Lecz czy się znajdzie wśród polityków,
Ktoś, kto logicznie nam wytłumaczy,
Czy w tym ustroju – „coś człowiek znaczy?!”
I kto ma szansę w tej paranoi –
Czy tylko „koleś” – rodzina – swoi?

Telewizyjny kit, czy kicz?

Telewizyjny kit, czy kicz?

Telewizyjny program dnia
Drażni mnie, bulwersuje.
Buta, agresja sięga dna,
Złości wprost, irytuje.

Pomysł, koncepcja, język, ton,
Politycznych mutantów
Niszczy świętości – władzy tron
I samych dyskutantów.

Szukałem w telewizji coś,
Patrzę, a tu corrida,
Interlokutor – zacny gość
I dziennikarska gnida.

Przepytywany – styl, image,
Widać – ważna Persona.
Tamten – niesympatyczna twarz
Ze złości, aż czerwona!

Czepiał się jak ogona rzep
Hardy, naburmuszony.
Gość zawsze mądre zdanie rzekł,
Jak człowiek wykształcony.

Nie chodzi mi o dobór słów.
Kto ma, niech głosi rację!
Wiem każda z „gadających głów”
Ma swoją orientację.

Jestem „Za”, by na alarm bić
Wobec poczynań „góry”
Kto jednak śmie publicznie lżyć,
Nie ma za grosz kultury.

Rzekłem już „A”, to aż do „Zet”
Odegram swe wariacje,
Inaczej w „Te-Vał” – program Bzdet
Zniweczy demokrację.

Niech telewizja wzniesie się
Nad poziom – ponad wzloty,
Bo wielu widzów dobrze wie,
Że wokół dość głupoty.

Niech Prezes konsumuje sam
To danie zamiast zupy,
Lecz niech nie wciska kitu nam
I nie zawraca…. Głowy!!!

Ten Poznaniak – wart poznania!

Ten Poznaniak – wart poznania!

Uściski dłoni, kwiaty – laudacje,
Uśmiechy – buźka i gratulacje.
Każdy dziś z gości życzenia składa,
Bo takt – kultura tego wymaga.
Forma – styl świadczy, że będzie gala
I wystrojona jak na bal sala.
Bliscy, znajomi, są przyjaciele,
Artyści, VIP – y i oficjele.
Widać – zanosi się niezła feta
W sam raz na miarę dorobku Lecha.
Jego rys życia – wart jest poznania.
Kość z kości – krew z krwi – stary Poznaniak.
Lech Konopiński, szczun z Chwaliszewa,
Co wedle reguł w gwarze dojrzewał.
Chował się w miejscu, gdzie się urodził
I gdzie do szkoły powszechnej chodził.
Kumpli miał nawet z innej ulicy,
Bo umiał bawić się w piaskownicy.
Wiedział, co daje flirt z dziewczętami,
Więc z dojrzałości tej zdał egzamin.
Człek w przedwojennych czasach zrodzony,
Dziś ojciec dzieciom – mąż Hani żony.
Tej, która w domu czeka z obiadem,
Najlepszy z teściów – kochany dziadek.
Dla lenia szkoła drogą przez mękę.
On zaś – „Marcinka” jest absolwentem.
Kiedy studiował, widział, jak w porę
Semestr zaliczyć – stąd jest doktorem.
W okresie, gdy się doktoryzował
Ripostą celnie gafy pointował.
Pointa – spryt – koncept – myśl twórcza – wena
To wręcz wzorcowe cechy showmana.
Poeta – tekściarz i aforysta,
Autor piosenek i widowiska.
Nowator wszelkich form i fraszkopis,
Znawca „Rynku lnu oraz konopi”.
Człowiek z tytułem nauk doktora,
Przeszedł wpierw w „Głosie” staż redaktora.
W tej to redakcji, gdy terminował
Form literackich różnych próbował.
Wydając pisma „Kaktus” i „Pyra”
Zwalczał zło lekiem zwanym satyra.
To, co napisał spamiętać trudno,
Wykonał pracę żmudną, lecz chlubną.
Tak bez kadzenia – człowiek wspaniały,
Stąd pean na cześć – słowa pochwały.
Dokonał dużo. Za to, co zdziałał
Należna Jemu dziś cześć i chwała.

Miał być życiorys – wyszło kazanie,
Bo ja pisałem to na kolanie.
A jeśli Państwo czepiać się chcecie,
Z Internecie się więcej dowiecie.

Tomyski, nowy szlak – wiklinowy

Tomyski, nowy szlak – wiklinowy

Dziś o promocję dba każda gmina,
Naszą rozsławia chmiel i wiklina.
Bo skoro takie warunki mamy,
Z dziada – pradziada chmiel uprawiamy.

I przez to wielu rolników u nas dba
O ojcowiznę, ziemię, która to plony da.
Stosując środki, co uświęcają cel,
Więc pnie się szybko w górę ta ważna szyszka – chmiel.

Hitem eksportu jest zaś wiklina.
Żniwa jej trwają, gdy śnieg zacina.
Witkę się w wodzie moczy, gotuje
I wedle klasy ją się sortuję.

O tym bogactwie warto promować wieść,
Bo „z prima sort” wikliny różności można pleść.
Więc zamiast głupstwa pleść – lepszy z witek kosz,
A za ten wyrób dzisiaj płaci się niezły grosz.

Ludziom wytrwałym często się uda
Wyuczyć fachu, by robić cuda.
Fotele, meble, kosze z wikliny
To dzieło ludzkich rąk z naszej gminy.

Dlatego nasza gmina jest warta,
By mieć stodołę i dawny tartak.
Dziś to potwierdzą świadkowie zdarzeń,
Że plotą cuda tu plecionkarze.

Niech ziemi plon ten splecony z ludzkich rąk
To dzieło plecionkarzy wpiszą do złotych ksiąg.
Uczcijmy mistrzów śpiewając im „sto lat”,
A gminę Nowy Tomyśl
Niech pozna cały świat.

Więc Tomyśl z nazwy nie tylko nowy,
Kto tu zawita, potwierdzi fakt,
Że jest niezwykły ten wyjątkowy
Z nowotomyskiej wikliny szlak.
Od wieków we wsiach, osadach, siołach,
Ważną swą funkcję spełnia stodoła.
Ten chłopski spichlerz, magazyn, sklep
Skarbcem dla zboża, ziarna na chleb.
Wiatrak w krajobraz wiejski od lat też wrósł.
A rolnik po omłotach do niego ziarno wiózł.
Młynarz to ziarno na białą mąkę zmęłł.
Bez zbędnych ceregieli – nie licząc Vatu – ceł!

Tomyski, nowy szlak – wiklinowy v.2

Tomyski, nowy szlak – wiklinowy

Dziś o promocję dba każda gmina,
Naszą rozsławia chmiel i wiklina.
Bo skoro takie warunki mamy,
Z dziada – pradziada chmiel uprawiamy.
Tu eksportowym hitem wiklina.
Żniwa jej trwają, gdy śnieg zacina.
Witkę się w wodzie moczy, gotuje
I wedle klasy ją się sortuję.

O tych bogactwach powstała nawet pieśń,
Bo „z prima sort” wikliny różności można pleść.
Więc zamiast głupstwa pleść – lepszy z witek kosz,
A kupcy za wyroby dziś płacą niezły grosz.

Ludziom wytrwałym często się uda
Wyuczyć fachu, by robić cuda.
Fotele, meble, kosze z wikliny
To dzieło ludzkich rąk z naszej gminy.
Więc Tomyśl z nazwy nie tylko nowy,
Kto tu zawita, potwierdzi fakt,
Że jest niezwykły ten wyjątkowy
Z nowotomyskiej wikliny szlak.

Niech ziemi plon tej spleciony z ludzkich rąk
To dzieło plecionkarzy wpiszą do złotych ksiąg.
Uczcijmy mistrzów śpiewając im „sto lat”,
A gminę Nowy Tomyśl – niech pozna cały świat.

Od wieków we wsiach, osadach, siołach,
Ważną swą funkcję spełnia stodoła.
Ten chłopski spichlerz, magazyn, sklep
Skarbcem dla zboża, ziarna na chleb.
Dlatego nasza gmina jest warta,
By mieć stodołę i dawny wiatrak.
Potwierdzą też to świadkowie zdarzeń,
Że cuda plotą tu plecionkarze.

Wiatrak w krajobraz wiejski od lat też wrósł.
A rolnik po omłotach do niego ziarno wiózł.
Młynarz to ziarno na białą mąkę zmęłł.
Bez zbędnych ceregieli – nie licząc Vatu – ceł!

Wojna elit na górze

Wojna elit na górze

Słuchając radia, czytam gazety.
Nie wiem czy prawda to, czy też bzdury,
Bo włos się jeży wszystkim – niestety –
Z powodu wojny elit – tych z góry.

Spoglądam w ekran – wielki uczony,
Jakby poświata od niego bije.
Ja mam uwierzyć w jego androny,
Ze lepsze jutro ma być – lecz czyje?!

Kiedyś przy wodzu był ustawiony,
Dziś chce być pierwszym, z czym się nie kryje.
Wierzy w co mówi – zadowolony,
Lecz ja coś czuję – że pod kimś ryje!

Można mu wierzyć? I w tym sęk leży.
Dziś do obietnic każdy jest skory.
Ludziom wierzącym, trudno uwierzyć,
Że ktoś otwiera puszkę Pandory!

Gdzie solidarność w „Solidarności”?
Zszargano świętość, miast aureoli!
Głoszona cnota świątobliwości
Zmieszana z błotem, cichnie krzyk glorii.

Boję się wojny elit na górze.
Zażarta walka trwa przy korycie.
Patrzę jak przeżyć, lecz gdy się wkurzę,
To zacznę bić się o godne życie!!!

Za radnym – radnym z gminy Kuślin!

Za radnym – radnym z gminy Kuślin!

Znam różne gminy, lecz tu w Kuślinie,
Sztamę trzymają, tak, jak w rodzinie.
I choć nie wszyscy – tu się kochają,
Co dzień kłaniając się – pozdrawiają.
Mówią „Dzień Dobry”, albo „Szczęść Boże”!
I wierzą, że jest KTOŚ – kto wspomoże.
W razie potrzeby – czynem, działaniem,
Dając nadzieje, też na przetrwanie.
Z tego, co widzę – wiem. że przetrwacie,
Bo chętnych ludzi do działań macie.
Tych, co coś robią dla środowiska,
Zna się z dokonań, zna się z nazwiska.
Ludzi zaradnych należy cenić,
Publicznie chwaląc, z nazwisk wymienić:
Wymieniam – primo Lubik Karola
Festynu z Pyrą inicjatora.
Pomysł ten poparł Wojciech Adamski,
Do nich dołączył Witold Urbański.
Wspólnie z sołtysem Stasiem Wegnerem
Zaczęli działać sami – we czterech.
Program imprezy opracowali
I w mig do gminy z tym pojechali.
Sam włodarz gminy – plan skorygował
I akceptując – tak skomentował:
„Wiemy, co robić, nad resztą – zaś to
Tak pieczę przejmie z GOK – Lidia Waśko.”
Że pani Waśko ma swe kontakty,
Przeistoczyła pomysł ten w fakty.
Fakt stał się faktem. Dobrze się stało,
Że wszystko klapło, jest, co być miało!
Jest ŚWIĘTO PYRY – a Karol Lubik,
Chlubi się tym, co poznaniok lubi.
Inni gadają – poznaniok sknyra,
By coś uszporać – trzeba wpierw tyrać.
Lubik – Adamski – Urbański – Zerbe:
To ludzie z ikrą, zmysłem i nerwem.
Na los, cierpienia ludzi otwarci.
Zawsze gotowi – jednością zwarci.
Jak już coś robią, to coś dobrego,
Kosztem rodziny, czasu wolnego.
Co może zdziałać ludzi niewielu?
Dokonać wiele – dla ludzi wielu.
Czego są warci ci ludzie? Zgadnij!
Warci poparcia, bo są zaradni.
Wiem, że z nich każdy ma zmysł, inwencję,
Wybierzcie ich na nową kadencję.

Kto ma chęć działać kosztem rodziny,
Niech działa mądrze dla dobra gminy!

Z Kulturą na Ty!

Z Kulturą na Ty!

Swój los z Nowym Tomyślem,
Na zawsze już związałaś.
Odkąd Domu Kultury
Dyrektorem zostałaś.

Innym – to apanaże
Śnią się i synekury,
Zaś Twoim szczytnym celem,
Działać na rzecz kultury.

Niejedno przedsięwzięcie
Sama inspirowałaś,
Pierwszoplanową rolę
W spektaklach – sztukach grałaś.

Umiałaś zawsze wszędzie,
Pokonać mur – barierę.
Znasz miejsce swoje w szyku,
Wiesz, jak być menagerem.

Potrafisz w trudnych czasach,
Krzewić coś, co zanika.
Otwierasz drzwi dla twórcy,
Działacza – społecznika.

By nie być gołosłownym,
Wymienić więc wypada,
Show – turniej wsi – i jarmark,
Festiwal Band – biesiada.

W sposobie zarządzania,
Ważne mieć – zmysł, naturę.
Ty wszystko to masz w sobie:
Image swój, styl, kulturę.

Kulturę, jako taką,
Trudno określić słowem,
A spadek ten po przodkach
Dziedzictwem narodowym.

Za to, co już zrobiłaś,
Publicznie Cię pochwalę.
Bo żeby coś osiągnąć,
Potrzebny spryt i talent.

Gdyby ktoś chciał zarzucić,
Że piszę bzdety – bzdury,
To powiem: „Ceńmy ludzi,
Z szacunkiem – dla kultury”

Z okazji Jubileuszu 25-lecia działalności NOK’u,
Wszelkiej pomyślności
oraz dużej wytrwałości w drodze do normalnej rzeczywistości,
życzą Szucherne Szczuny z Zza-Winkla

Wzorem – nasz patron!

Wzorem – nasz patron!

W miejscu, w którym czas jak Szarka płynie,
Na skrawku ziemi nowotomyskiej,
Co z bogactw chmielu, wikliny słynie,
Stoi budynek szkoły – jak inne.

Ci, którzy szkoły próg przekraczają,
Marząc o drodze kariery – sławy,
Ciekawi świata, błądząc – szukają
Kogoś, kto mądry, szlachetny, prawy.

By dojść do celu z miejsca rusz,
Bo kręta jest to droga.
A jak nią kroczyć wskazał już
Patron Doktor Hołoga.
By móc marzenia wcielić w czyn,
Mądrości trzeba wiedzy,
A Patron Ten jest właśnie Tym,
Któremu można wierzyć!

Więc pora mierzyć siły, zamiary,
I zacząć łączyć, to coś, co dzieli.
Porzucić kłótnie, waśnie i swary,
Byśmy raz wszyscy wspólny cel mieli.

To, co minęło dziś, to są dzieje,
Należy w przyszłość patrząc coś zmienić.
Dając coś z siebie miejmy nadzieję,
Że Nas historia dobrze oceni!
Luty 2006r.