Spowiedź bezrobotnego

Spowiedź bezrobotnego

Choć mam jeszcze umysł lotny,
Chodzę co dzień zły, markotny.
Jako człek wesoły, psotny,
Jestem dzisiaj bezrobotny.

Zawsze byłem pracowity.
Wystawiałem w biurze kwity.
Choć nie byłem w ciemię bity,
Wyleciałem na pysk zbity!

Każesz mi Ojcze Czcigodny,
Bym nadal był sprawny, płodny,
Mam żyć jak ten Łazarz, głodny,
Aby umrzeć w sposób godny?

Za co kupię wikt, ubranie?
Czym zapłacę za mieszkanie?
Jeśli Twą jest wolą Panie,
To czas już na umieranie.

Kiedyś chciałem zjeść posiłek,
Więc poszedłem po zasiłek.
Tam dostałem kopa w tyłek,
Forsę zabrał mi Osiłek!

Przez złodzieja nic nie jadłem,
Z wycieńczenia na pysk padłem,
Żeby przeżyć, coś ukradłem,
Przez to właśnie głupio wpadłem.

Wiem, że źle postępowałem.
Swoje za to odsiedziałem.
Co przeżyłem i widziałem
Z tego się wyspowiadałem.

Pragnę poddać się ocenie,
Choć losu już nie odmienię.
By oczyścić swe sumienie,
Głośno grzechy Wam wymienię.

Cóż ja złego uczyniłem,
Że na karę zasłużyłem:
– Papierosy – fakt, paliłem,
Choć od dymu się krztusiłem.

– Wódki – coś „morze” wypiłem,
Zaś potem: – żonę szoliłem,
Bo żeniąc się błąd zrobiłem
I zazdrosny o nią byłem.

– Teściów z domu przegoniłem,
Kto się wtrącił, w łeb strzeliłem,
Zaś sąsiadkę polubiłem,
Cudze łoże z nią dzieliłem.

Za innymi nie ganiałem,
Bo po prostu sił nie miałem.
Więcej grzechów nie pamiętam –
Teraz już się opamiętam!

Niech to pójdzie w zapomnienie,
Proszę o win odpuszczenie.
Chociaż czyste mam sumienie,
Nie ma szans na rozgrzeszenie!

Bo gdzie znajdzie zrozumienie
Z „PE RE Elu” pokolenie?!
Cóż, że człowiek wyzwolony?
Nowym trzeba bić pokłony!

Aby zostać namaszczonym,
Wszystkim mówię:
Pochwalony!…
Pochwalony!…
Pochwa…
Poch…
Po…