Ballada o sedesie

Ballada o sedesie

Gdy rano wstałem i mocz oddałem
Tak na sedesie, kontemplowałem:
Sedes, jak sedes – on wszystkim służy,
W domu, i w pracy – czasem w podróży.

Każdy, kto musi – na nim zasiądzie,
Młody i stary – minister w rządzie.
Siadają na min zdrowi i mocni,
Chorzy i dzieci zaś mają nocnik.

Wszyscy, co żyją – coś tam zjadają,
Głód zaspokoją – potem latają –
Król sam tam chadzał – parcie, wysiłek,
Chwilowa ulga – czas na posiłek.

A dobre żarcie każdego skusi
Naje się człowiek, po chwili musi
Ulżyć cierpieniom. Ma przerąbane,
Ten, co materii ma złą przemianę.

Rozpatrzmy, zatem taką możliwość:
Nie pijesz, pościsz – przez wstrzemięźliwość.
Pofolguj sobie – gdy jest jedzenie,
Żryj, a osiągniesz – co? – Przyspieszenie!

Dobrze wziąć nieraz na przeczyszczenie
Mierzi niestrawność i zatwardzenie.
Co komu szkodzi? Trudno odróżnić.
Przyjdzie potrzeba – czas się wypróżnić!

I w Pipidówce, w centrum Warszawy
Woń się roznosi – śmierdzącej sprawy:
W kwestii tej szansę każdy ma równą!
Co z tego wyjdzie? Po prostu – GÓWNO!!!