Choć nie chcem – muszem!

Choć nie chcem – muszem!

Cierpię katusze – jak widzę, słyszę,
To myślę sobie – choć nie chcę, muszę
Powiedzieć wszystkim wokół i wszędzie
Jak było, jak jest – jak za mnie będzie!
O co mi chodzi, o co mi biega?
– Bo znów parzynga, jakiś lebiega
O pierwszy w państwie stołek zabiega.
Facet ten nie wart dziś funta kłaków
Choć, gdy był pierwszym wśród nas Polaków
Zapamiętałem, co obiecywał:
Sprawy w swe ręce brać – przekonywał.
Nic to, że ktoś miał interes mały,
On w czyn chciał wcielać swe dyrdymały.
Choć pomysł miał ten niejeden feler,
Każdy z nas żyć miał jak Rockefeller,
Gdzie rzeka mleka płynąca miodem
I reformator, znad Wisły, rodem!
Rzekł on: „co wisieć ma, nie utonie”,
Więc zbudujemy drugą Japonię,
Kraj, w którym życie wiśnią rozkwita,
Któż by nie marzył o „dolce vita”.
Knot wyszedł na jaw – jak z worka szydło –
„se-la-vi” w Polsce wielu już zbrzydło.
Czy ktoś mi powie, że głupio gadam?
Lecz serce boli, gdy wszystko pada:
Przemysł, rolnictwo, istna ruina.
Co z „Pr-eR-eLu” w pień się wycina.
Biedny usycha, jak zwiędła betka,
A kto puszczony miał być w skarpetkach?
Gdzie obiecanych tych sto milionów?
I kto napłodził tych oszołomów?
Skąd u niektórych mercedes, chata
I kto przy władzy bejmów nachapał?!
Miało być równo – a przędę cienko
I co mam z tego – guzik z pętelką!
Czas już ujarzmić rogatą duszę,
A że sprzeciwu z sali nie słyszę,
Głośno wyksztuszę – co w sobie duszę –
Przyznacie rację – choć nie chcem – muszem!
I choć jak inni też czasem błądzę:
– DAJCIE MI WŁADZĘ – TEŻ SIĘ URZĄDZĘ!!!
Luty 2008r.