Gordyjski węzeł małżeński

Gordyjski węzeł małżeński

Kogoś nie ziębi, to nie parzy, lecz dla mnie ważkie, to wyzwanie,
Bo, a nuż mnie się też przydarzy, że mnie dostrzegą chętne panie.
Cieszę się, że nasycę oczy podziwiając z klasą kobiety,
Bo choć w niby życie się toczy, to ciąży w duchu – brak podniety.

Miarą mężczyzny jest potencjał, lecz gdy potencji ciut ubywa,
Potrzebny bodziec jest, inwencja, coś – co kobieta skrzętnie skrywa.
Nie wiem, czy stało się, co miało – tak los wyznaczył byt doczesny,
I stąd ten ból i żal, że mało – było błogich uciech cielesnych.

W małżeństwie najpierw chłop się stara, bo go podnieca żona młoda,
Więc w non stop chciałby, „bara – bara”, a ona musi zrobić obiad.
Obiad, przepierkę i sprzątanie i czuwać, kiedy płaczą dzieci,
Więc brak jej chęci na kochanie, ba! Czasu nie ma się podniecić.

W prawdzie nie ma nic do ukrycia, a wytłumaczyć, niby łatwo,
Miłość – skoro jest ”światłem życia”- po ślubie płacisz za, to światło.
Po latach, gdy uczucie znika, każdy z małżonków zadrę chowa,
Oziębłość żonie – mąż wytyka, a ją po prostu – boli głowa.

Przemija młodość, czas uniesień – mięsień coraz się mniej napina,
Co wisi, już się nie podniesie, a sex można – ale wspominać.
Może gadanie, to się przyda, komuś – kto nie jest doświadczony,
Niech słucha rad „starego grzyba”, i niech na gwałt – nie bierze żony!

Gdy dwoje rąk, ksiądz węzłem zwiąże – mąż w związku z żoną żyją zwięzle,
I póki Bóg, to nie rozwiąże – małżeństwo jest „ gordyjskim węzłem”!

PS.
Kto wstrzemięzlwość zachowuje zmierza w prawo – po nieśmiertelność.
Kto w lewo skok zaryzykuje, nie wiem co – to? Zdrada? Przyjemność?