Moje gadanie o Bogdanie

Moje gadanie o Bogdanie

Kiedy byliśmy młodzi, zdrowi,
Założyliśmy tę kapelę.
I przez to dzięki Bogdanowi,
Mamy dziś z tego wspomnień wiele.

Przypomnieć warto parę wątków,
By faktów różnych nie zatracić.
Powiem: w kapeli od początku,
Był Bogdan i trzech jego braci.

Ja, do kapeli dołączyłem
Ze swym zespołem chałturnicznym.
Bo z rozmów z nim się domyśliłem,
Że na gadanie moje liczy.

Tak wielbicieli nam przybyło.
To dla artysty mir – domena.
To też z kapelą połączyło,
Sukiennickiego i Wittchena.

Lecz kto po latach jest z nas w stanie
Pamiętać błędy, ułomności.
Zamiarem naszym było granie
I gromkie brawa publiczności.

Bogdan, grywając na festynach,
Wiedział jak chodzić w tłum z kaloszem.
I z sentymentem wciąż wspominał,
Jak grać zaczynał za „Trzy grosze”.

Mawiał tak: „Szczuny – to się uda,
Bo zespół nasz to grupa zgrana.
Ja wierzę w ludzi – a nie w cuda”.
My zaś wierzyliśmy w Bogdana.

Dziś nic nie mamy do ukrycia,
Gramy rok cały, nawet w poście.
I tak przegraliśmy ćwierć życia,
A w domu jest się tylko gościem.

W ten jubileusz nie wierzyłem.
Więc już na koniec jedno zdanie:
To, co przeżyłem – zarobiłem,
Za to dziękuję Ci Bogdanie!

PS:
Skąd pean ten dziś – sam się domyśl.
A zrodził on się w główce Futka.
Za inspirację, za ten pomysł,
Włodziowi należy się – wódka!