W Przyłęku z wiarą – bez lęków

W Przyłęku z wiarą – bez lęków

Pokonując szmat drogi,
Wędrowiec już zmęczony,
Chcąc rozprostować nogi,
Siadł pod drzewem strudzony.

Zmorzony snem spał dugo.
Cisza wokół i zieleń,
Gdy ocknął się nad strugą,
Przystanął rączy jeleń.

Okazem był wspaniałym.
Tak piękne miał poroże,
Że przybysz oniemiały
Wyszeptał: „Szczęść Ci Boże”.

Odzewu nie doczekał,
Jeleń, jakby nie słyszał.
Szept pozostał bez echa,
Bo wokół cisza – głusza.

Przybysz zauroczony
Widokiem się zachwycał
I szeptał podniecony:
„Piękna ta okolica”.

Czy dalej, w znoju, trudzie
Wlec członki swe strudzone?
Czy może tu na ludzi
Poczekać lub na żonę?

Nim przyjdą – stawię szałas.
Przy łęgu, przy ruczaju,
Gdzie nie dociera hałas,
Żyje się tak, jak w raju.

Nim ziemię zmierzch otoczył,
Obmyślił normy, prawa.
Że zając aż podskoczył,
Jeleń zaś się nie stawiał.

Rzekł tak: „Kto ma ochotę,
Iść drogą życia inną,
Niech tworzy swą wspólnotę
W osadzie zwanej Glinno”.

Wizją swą rozmarzony,
Bez trwogi już, bez lęku,
Krzyknął zadowolony:
„Będę żył tu – przy łęku!”

Wiara – cnotą, zasadą,
Tworzy historii zręby.
Przyłęk – zdrową osadą,
Świadczą – jeleń i dęby.

Trzysta lat właśnie mija
Od tych dziejowych zdarzeń.
Przyłęk wciąż się rozwija,
Ludziom los – szczęściem darzy.

Niech darzy, niech się wiedzie.
Mądrzy ludzie umieją
Poradzić sobie w biedzie,
BO WIARA – ICH NADZIEJĄ!.